Podatki, inflacja, obostrzenia, dziura budżetowa – smutny przełom lat 2020/2021

Mogłoby się wydawać, że rok 2020 zarówno dla naszego kraju, jak i całego świata, jest jednym z najgorszych, jakie widział XXI wiek. Być może my, Polacy, jeszcze za nim zatęsknimy. Choć w głębi serca mam nadzieję, że prognozy ekonomistów się nie sprawdzą, tak jednak faktem będą nowe podatki, które wejdą w życie już od 1 stycznia, a będą to m.in. podatek cukrowy, podatek od „małpek”, opłata od nieruchomości czy podatek od psa, nie wspominając już o galopującej inflacji, 10 razy wyższej od średniej unijnej, a to wszystko w dobie pandemii i nieudolnego radzenia sobie z jej skutkami. Czy więc warto było wybierać ponownie rząd socjalistyczny?

Zobacz: Jaki jest podział podatków?

Covid

Zacznijmy od kwestii najbardziej aktualnych. Epidemia koronawirusa już od miesięcy dziesiątkuje polską gospodarkę, jednak to nie patogen sam w sobie jest powodem spustoszenia jakie dzieje się na rynku, a działania rządu, który skutecznie niszczy kolejne przedsiębiorstwa coraz to nowymi obostrzeniami. Małe firmy upadają, nowe nie mogą się tworzyć, skarb państwa pustoszeje przez kolejne świadczenia socjalne. Mimo to nie uświadczymy „luzowania paska” dla przedsiębiorców, by po prostu pozwolić im zarabiać, coś na kształt Szwecji i ich modelu walki z COVIDem. Powiem więcej: nie rezygnuje się nawet z programów niepotrzebnie obciążających państwo tj. 500+, które de facto warte jest teraz już nie 500 a około 450 złotych z powodu inflacji. Premier wspominał o kolejnych tarczach antykryzysowych, jednak na razie nie znamy szczegółów, zamiast tego ogłoszone zostało enigmatyczne „100 dni solidarności”, które mogą oznaczać, choć mam nadzieję, że się mylę, luzowanie obostrzeń dopiero po osiągnięciu ogólnego dostępu do szczepionki na COVID.

Programy socjalne

Skoro wspomniałem już o programach socjalnych PiSu, warto nieco rozwinąć ten temat. Jako zdeklarowany prawicowiec sprzeciwiam się jakimkolwiek tak nachalnym daninom państwa względem obywatela. Rodzą one tylko nowe problemy i budują zbędną biurokrację. Wspomniana kwestia problematyczna ma przynajmniej dwa wymiary: gospodarzy i społeczny. Ten pierwszy jest dużo bardziej oczywisty. Programy socjalne nie tylko nadwyrężają gospodarkę, powodują inflację, wymagają ogromnej biurokratyzacji, a więc zatrudniania urzędników, którzy w innym przypadku nie byliby potrzebni, ale również są skrajnie niesprawiedliwe, gdyż te pieniądze nie biorą się znikąd. Rząd odbiera uczciwie zarobione pieniądze obywatelom w formie podatków, coraz to nowych i wyższych. Co, jednak gdyby po prostu, zamiast rozdawać pieniądze, można było pozwolić ludziom je po prostu zarobić? Ile problemów i trosk oszczędziłoby to państwu i ludziom?
Na odbudowę spustoszonej gospodarki potrzeba kilku, kilkudziesięciu lat, jednak na naprawę spaczonej ludzkiej mentalności potrzeba całych pokoleń. Nadal w Polsce żyją osoby z utęsknieniem wspominające czasy PRLu, gdzie „każdy miał pracę, nikt nie narzekał”. Ludziom przyzwyczajonym do tego, że państwo im coś daje, trudno byłoby się przestawić na scenariusz, w którym np. 500+ zostaje anulowane bądź wstrzymane. Gdyby przykładowo zmieniła się władza i zarządziła likwidację programów socjalnych, co w Polsce jest mało prawdopodobne nawet w przypadku wymiany partii rządzącej na inną bardzo popularną w tym kraju, wielu Polaków wyszłoby na ulicę, gdyż fakt „dostawania” czegoś od państwa tak bardzo zakorzenił się w ich świadomościach, że nie byliby w stanie pogodzić się z utratą owego świadczenia. W połowie roku 2020 rząd zakładał rekordowy deficyt co jest konsekwencją m.in. rozdawnictwa naszych polityków. Potrzeba by było wielu lat, by zmienić mentalność człowieka. Mam tylko nadzieję, że Polacy nie są jeszcze w takim stopniu „przyzwyczajeni” do programów socjalnych, żeby nie dało się zmienić sytuacji w kraju bez ogólnopolskich strajków na miarę tych przeciw zmianom w prawie aborcyjnym.

Przykry powrót do socjalizmu

Socjalizm kopie doły pod samym sobą. Socjalista jest tylko osobą, która musi znaleźć sposób, aby wypełnić czymś te dziury, aby przypadkiem tam nie wpaść. W przypadku Polski rząd planuje wprowadzić nowe podatki w przyszłym roku, tak by załatać dziurę budżetową spowodowaną wspomnianymi daninami, a także licznymi przekrętami tj. 70 mln na wybory, które się nie odbyły. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że tych problemów by nie było w normalnych warunkach. Przez termin „normalnych” mam na myśli takie, w których obywatel może zarobić sam na siebie i nie potrzebuje pomocy od państwa, gdyż to nic mu nie odbiera, lub bierze tylko tyle, aby mogło sprawnie funkcjonować. Pytanie tylko, czy ów scenariusz kiedykolwiek będzie mógł mieć miejsce w Polsce? Szczerze chciałbym, by tak było, gdyż mimo szczerych chęci, socjalizm i tak prędzej czy później upada na twarz, ciągnąc za sobą całe państwo.